wtorek, 5 maja 2015
3 pociski.
Pierwszy nadleciał znienacka. Przeszył jej ciało i utkwił gdzieś w kości, nie wiedziała dokładnie jakiej, biologia nigdy jej zbytnio nie interesowała.
Ciało zakołysało się delikatnie. Czerwona stróżka stopniowo poczęła barwić jej białą koszulę. Krople spływały powoli. Podróżowały po tkaninie jakby z góry wytyczoną ścieżką, od lewego barku zygzakami, aż do prawego rękawa, skąd powolutku skapywała na czarną ziemię. Za chwilę wahania...
Jakby na zawołanie przed oczyma pojawiła jej się scena, którą tak bardzo pragnęła wymazać z pamięci.
Ciemny pokój. Pośrodku krzesło, a na nim skrępowany chłopak. Umięśnione ciało jest napięte do granic możliwości. Desperacko próbuje się uwolnić z lnianych więzów, jednak jest za słaby.
Podchodzę do niego - prawie bezszelestnie - wyjmuję nóż ze specjalnej skrytki i chwytam go za czarną czuprynę. Patrzy na mnie swoimi błękitnymi oczyma przepełnionymi panicznym strachem. Przywodzą na myśl jezioro, które desperacko broni się przed bezlitosnymi promieniami słońca.
Moja dłoń drży, po raz pierwszy w życiu się waham. Robię krok w tył, nie wytrzymując wewnętrznego napięcia. Przygryzam dolną wargę. W ustach czuję metaliczny posmak krwi. Mocniej chwytam ostrze, jakby wierząc, że jego ciężar doda mi odwagi. W końcu biorę zamach i wykonuje wyuczony ruch. Czuję jak ostrze rozcina napiętą skórę. Krew tryska na wszystkie strony. Zabarwia moje ręce szkarłatem, którego nigdy nie będzie mi dane w całości zmyć.
Drugi nadleciał gdzieś z boku. Z pozoru delikatnie musnął wewnętrzną część kolan. Po chwili klęczała na zimnej ziemi, nogi pokryte były ciągle tryskającą czerwienią. Spojrzała w bok, na ziemi widniał krwawy napis: Za chwilę słabości.
Zaśmiała się. Wiedziała, że nadejdzie ten dzień, w którym po raz kolejny zostanie jej to wypomniane i zapłaci krwią za najpiękniejszą chwilę w swoim życiu. Zamyka oczy, chcąc przeżyć to jeszcze raz.
Jego pokój jest całkowicie inny niż w jakimkolwiek byłam. Gdyby ktoś kiedyś kazał mi namalować magiczne miejsce, właśnie tak by wyglądało. Błękitne ściany przyozdabiane abstrakcyjnymi obrazami. Wielkie okno naprzeciwko drzwi. Jednak najbardziej niezwykłą rzeczą, w całym tym obrazie byłby Zero - chłopak, który właśnie zaryzykował całe swoje życie dla mnie.
Siedzi na łóżku, a ja speszona przestępuję z nogi na nogę w kącie pokoju. Widząc moją niepewność, delikatnie poklepuje miejsce koło siebie, jednocześnie po darowując najpiękniejszy uśmiech w dziejach ludzkości.
Patrzy na mnie i wypowiada słowa, które momentalnie topią mój lęk.
- Nie pozwól im zniszczyć i tej chwili.
Siadam mu na kolanach przodem do niego. Oplata mnie w pasie swoimi umięśnionymi rękoma. Wplatam palce w jego brązową czuprynę. Czuję, że emocje przejmują nade mną kontrolę. Całe ciało jest rozpalone, od wewnątrz trawi mnie ogień. Marzę, by stać się z nim jednością.
Przechyla się lekko do tyłu, powoli opuszcza nas na łóżko, w taki sposób, że leżę pod nim. Chwytam go ramionami za szyję, nie mogąc znieść tej pustej przestrzeni pomiędzy nami. Uśmiecha się, po czym powolutku łączy nasze usta. Nigdy w życiu tak się nie czułam. Jakbym była pod napięciem.
Usta Zero smakują upragnioną wolnością, chcę się w nich zatracić. Pocałunek z początku delikatny, przeradza się w nieokiełznane pragnienie dwóch bratnich dusz. W pewnym momencie czuję coś mokrego na policzku. Chłopak spogląda na mnie zaniepokojony, a ja targana wszelkimi możliwymi emocjami cicho szepczę:
- Nie opuszczaj mnie nigdy, kocham Cię. - on w odpowiedzi uśmiech się szeroko.
- Będę już zawsze przy Tobie, bo też Cię kocham.
Po tych słowach zatarły się wszystkie granice. Oddałam mu każdy kawałek swojego ciała i duszy za tę jedną obietnicę, której i tak nie dotrzymał.
Rano odnaleźli nas splecionych i wtulonych w siebie. Oderwali mnie siłą od niego i wyprowadzili. Uczepiłam się ściany i ostatni raz spojrzałam na niego. Jeden z Goryli właśnie strzelił mu w serce. Przez całą tą scenę patrzył mi w oczy. Na koniec wyszeptał tylko cicho:
- Kocham Cię Suzu... - po tych słowach jego zielone oczy wygasły, a ciało bezwładnie opadło.
Wybudziła się z tego wspomnienia siłą. Z oczu wypływały strumienie łez. Chciała krzyczeć, ale nie mogła, była zbyt słaba. Marzyła o śmierci.
Trzeci i ostatni pocisk padł z bardzo bliska. Trafił w sam środek jej serca. Powoli ból zaczął znikać, krok po kroku jej dusza odchodziła w ciemność. W ostatniej chwili swojego życia usłyszała cichy szept:
- Za całokształt.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz